czytam, przeczytałam i będę czytać, czyli moje upodobania czytelnicze
poniedziałek, 09 listopada 2009
Poczekajka, Katarzyna Michalak

"Poczekajka to powieść wysnuta z marzeń i snów, spleciona z miłości i nienawiści, okraszona garścią humoru i doprawiona szczyptą magii. Znajdziesz w niej zarówno radość życia, jak odrobinę łez, które nadają mu smak. Jej lektura da Ci wiarę, że nie wolno tracić nadziei. Ani marzeń. Przenigdy. "Poczekajka" to książka dla samotnych, dla szczęśliwie i nieszczęśliwie zakochanych. Dla każdej z nas!"

Albatros 2008

To taka piękna bajka z domieszką magii, zaprawiona dużą ilością poczucia humoru.

Jeśli by wziąć pod uwagę, to że główna bohaterka mieszka na wsi, ma konia, krowę i psa, jest "wiedźmą" i czeka na miłość to wyszła by nam Czarownica z Radosnej Zofii Staniszewskiej, ale te książki są jednak bardzo różne.

Jak dla mnie postokroć wygrywa Poczekajka.

Musze rozejrzeć się za Zachciankiem tej autorki.

A oto teledysk do tej powieści:


 

poniedziałek, 19 października 2009
Porzucone sutanny. Opowieści byłych księży. ks. Piotr Dzedzej

"Jest to zbiór ponad dwudziestu rozmów przeprowadzonych przez księdza, który pewnego dnia poczuł, że nie może zamykać oczu na losy ludzi odsądzanych przez jego własne środowisko od czci i wiary: byłych księży i zakonników. Z trudem docierał do kolejnych mężczyzn, których życie niejednokrotnie okazywało się przedziwną drogą w poszukiwaniu własnego powołania, drogą krętą, czasem mroczną i rzadko kończącą się wyjściem na otwartą przestrzeń, nie zawsze prowadzącą do spełnienia. Wywiady z nimi nie miały na celu zdobycia materiału do sensacyjnej książki, lecz zwrócenie uwagi na miejsce, jakie w społeczeństwie i Kościele zajmują ci, którzy porzucili kapłaństwo. Te poruszające, czasem wręcz wstrząsające historie pokazują, że większość takich osób nie odnajduje się w życiu, nie odnosi sukcesu, z trudem wraca do życia w świeckim społeczeństwie. Są jednak także przykłady krzepiące, będące dowodem na to, że także po odejściu z kapłaństwa życie w zgodzie z Bogiem, samym sobą, Kościołem i bezpośrednim otoczeniem jest możliwe.
Jednym z kluczowych wątków wracających nieuchronnie w każdej rozmowie jest kwestia celibatu. Dlatego wywiady księdza Dzedzeja są także głosem w toczącej się w Kościele i społeczeństwie debacie o bezżenności duchownych. Dzięki temu, że mężczyźni, wypowiadają się w nich zupełnie szczerze (ośmiela ich anonimowy charakter wypowiedzi i rozmówca, który jest księdzem), jest to głos niezwykle ważny. Ale nie jest on wcale aż tak jednoznaczny, jak można by się spodziewać: przeżywanie samotności, płciowości, pragnienia ojcostwa może być bowiem bardzo różne.
Książka wciąga, jej lektura zaś z pewnością pomoże czytelnikowi mocno zrewidować obiegowy pogląd na temat tego, czym jest zdrada powołania, a czym wierność wobec niego. Albo przynajmniej zastanowić się nad losem tych, którzy dokonali w swym życiu wyboru zmieniającego dosłownie wszystko i to dokonali go co najmniej dwukrotnie."

Znak, wrzesień 2007

Jest to ciekawa lektura dla tych, którzy lubią poznawać tajemnice życia zakonnego.

Jest króciutka, do połkinięcia na jeden raz.

Historie "byłych" kapłanów były krótkie i niestety zlewały mi się w jedną.

Równeiż dlatego, że były bardzo podobne. Najczęściej chodziło o złamanie celibatu, czyli kobietę, ciążę. Często padały te same zarzuty wobec proboszczów, podobna krytyka seminarium.

Niemniej jednak intersująca pozycja.

piątek, 16 października 2009
Zapiski stanu poważnego, Monika Szwaja

"Wiktoria - reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodzianie, tuż przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią - proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś do kompletu? Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety - ma on pewne felery, które uniemożliwiają wydanie się za niego i tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie.
Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka żywcem przeniosła z rzeczywistości. Monika Szwaja przyznaje się między innymi do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisków”. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”..."

Prószyński i S-ka, 2004

Ta książka nie jest o tytułowym stanie poważnym, tylko o pracy w telewizji.

Główna bohaterka 31-letnia Wiktoryna zaszła w ciążę z przypadkowym partnerem .

Mimo iż ciąża jest zagrożona, Wika nie potrafi powstrzymać się od pracy i jeździ jak szalona na długie wyprawy w sprawie reportażów np. do Danii.

Mimo zwolnienia lekarskiego po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu, lata do telewizji i realizuje kolejne przedsięwzięcia, bo nie może bez nich żyć.

Do tego wszystkiego według mnie, jako ciężarna, zbyt często sięga po alkohol. sa to podobno małe, symboliczne ilości, ale jakby nie było,  to w całej powieści naliczyłam się około 15 razy, kiedy Wika delektuje się a to piwem, a to koniaczkiem,a  to kawą po irlandzku z łyskaczem, a to winkiem itp. Moim zdaniem to jest nie do przyjęcia.

Moglibyście pomyślec, że Wiktoryna to jakaś patologiczna matka, a tu się okazuje, że nie. Jest przyzwoitą inteligentna kobietą na poziomie, do tego z poczuciem humoru. Autorka wplata te "alkoholowe" wątki z niesamowitą naturalnością, daje na to przyzwolenie i uważa, że jest to zachowanie w granicach normy. Ekspercie od FAS skomentowali by to chyba inaczej.

Akcja dzieje się w Szczecinie, moim mieście. Działa to na mnie jak najbardziej na plus, bo jak bohateka spotyka się z kimś w restauracji, to nei zmyśla jej, lecz podaje oryginalną nazwę i ja wiem gdzie ta restauracja jest i jak wygląda, podobnie buzynek telewizji i wiele innych miejsc. Czuje się jakby powieść toczyła się za moim oknem :)

Podsumowując nie mam nic do Szwaji. To pierwsza napisana przez nia powieść (choć nie wydana jako pierwsza). Zapiski satnu poważnego tryzmają w napięciu, wtajemniczają w świat telewizji, pokazują powstawanie transmisji na żywo t.j relacja z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, od kuchni. Autorka pisze prostym, przystępnym językiem, ma duże poczucie humoru i ogólnie da się lubic czytelnikowi. Poczytam ją jeszcze :)



poniedziałek, 12 października 2009
Polka, Manuela Gretkowska

"Prowokacyjny dziennik szczęśliwej miłości, najbardziej intymna z książek pisarki. Za sprawą jej talentu, łączącego siłę wyrazu z wyrafinowaniem, osobiste wyznania nabierają wartości uniwersalnych. Polka zawiera, co w prozie Manueli Gretkowskiej najlepsze: celne obserwacje paradoksów współczesności, błyskotliwe eseje, zmysłowe relacje z podróży oraz pełne ironii i poezji opisy codzienności."
Wydawnictwo W.A.B., 2001

 

 

Z racji mojego odmiennego stanu, sięgnęłam ostatnio po książki, w których bohaterki są tak, jak ja w ciąży i dziwnym trafem obie mają tak jak ja termin na kwiecień :) (PS. jakbyście znali inne tego typu książki, to prosze, podajcie mi ich tytuy w komentarzach)

Te książki z goła odmienne to "Polka" Gretkowskiej i "Zapiski stanu poważnego" Szwaji.

Dziś zajmę się tą pierwszą.

Myślę, że czytanie tej książki w stanie błogosławionym pozytywnie wpływa na jej odbiór, pozwala zrozumieć autorkę, otworzyć się na jej punkt widzenia.

Polka jest zarówno metatekstem (autorka dzieli się z nami opiniami o różnych książkach i dziełach sztuki), dzienniczkiem podróży, komentarzem autorki na wiele wydarzeń z życia społecznego, wyrazem jej poglądów na różne tematy, jak i prywatnym opisem relacji z rodziną, przyjaciółmi i życiowym partnerem (nie pomijając intymnych obrazków z alkowy). Polka jest jednak przede wszystkim pamiętnikiem fizjologicznych i psychicznych przeżyć Manueli Gretkowskiej podczas ciąży, aż do poodu:

"Kiedy sobie przypomnę (dziwne przypomnienie z brzucha, zamiast z głowy), że jest we mnie, zalęgło się, chciałabym uciec. Zostać na chwilę sama." (s. 114)

Niektórzy uważają, że jej podejście  do tematu jest zbyt dosadne, moim zdaniem jest ono po prostu szczere. Ciąża to nie tylko piękne chwile w oczekiwaniu na cud, ale przede wszystkim okres ogromnych zmian w ciele i psychice kobiety, burza hormonów, rewolucje w organizmie i duże poświęcenie.

Rozbawił mnie opis nowej kanapy, której zapach drażni „ciążowy” zmysł powonienia autorki:

"Kanapa ujarzmiona. To mieszczańskie bydle zostało obwiązane warstwami prześcieradeł, zakryte derką i osiodłane poduszkami. Miewam urojki: kanapa- wielka samica martwej natury- nie może mieć małych. z zazdrości wierzga w kącie i popierduje trucizną" (s. 86)

Narratorka powieści mieszka w Szwecji. Z jednej strony szanuje nowe warunki życia, jakimi są wyższy status materialny, lepsza służba zdrowia, zdrowe powietrze itp. , ale marzy jednak o powrocie do rodzinnego kraju. Powstrzymuje ją partner, który ceni sobie pracę w Szwecji. Dialog, który przytoczę jest tak uniwersalny, że mógłby on zostać wypowiedziany przez niejedną emigrancką parę:

"- Czy przeniesiesz się do Polski?

- A skąd mam wiedzieć... jeżeli nie znajdę pracy... Tu nam dobrze...

- Tobie... Nie chcę tu być, nie chcę... Nie przyzwyczaję sie, nie ma do czego... Kamienie i lasy, zimno, nie ma z kim pogadać. Dawca życia, jesteś rozpylacz życia, psik i cię nic dalej nie interesuje, co ze mną, gdzie..." (s. 112-113)

W końcu udaję się pisarce dopiąć swego i razem z  Piotrem stają na Polskiej ziemi, by zmierzyć się z przeszkodami:

"- Kredyt, okropne mieć długi.

- Bo nas nie stać na normalność. w Polsce kosztuje nie luksus, ale normalność: ładne mieszkanie w bezpiecznym miejscu, prywatna szkoła dla dziecka, gdzie uczą i nie biją. Widać tu normalność jest luksusem (...)" (s. 234)

Manuela Gretkowska pokazuje nam się w tej książce, jako artystka.

Po pierwsze można powiedzieć, że „na naszych oczach” pisze  Polkę, dzieli się z nami uwagami od korektorki, otwarcie mówi o terminach, które ją gonią, jest to pisanie książki w tej właśnie książce. Poza tym maluje na jedwabiu, jest wrażliwa na sztukę, co możemy zaobserwować, chociażby podczas jej podróży do Grecji.

Tak na marginesie: sypialni posiada reprodukcję Marka Rothko White and Greens in Blue

Gretkowska jest też feministką. Bardzo spodobało mi się jej podejście do pigułki antykoncepcyjnej dla mężczyzn:

" Za kilka lat wprowadzą pigułki antykoncepcyjne dla mężczyzn. supernieszkodliwe. dotychczasowe wynalazki miały za dużo skutków ubocznych. Do przełknięcia dla kobiet (w codziennej pigułce), niebezpieczne dla samców:

1. Męskie tabletki antykoncepcyjne wywołują nadciśnienie. wiadomo, pigułki dla kobiet podnoszą ciśnienie, powodują skrzepy

2. U facetów zagrożenie rakiem prostaty, u kobiet hormonalne tabletki zwiększają ryzyko raka macicy.

3. Męski spadek zainteresowania. wieloletnie branie pigułek może wywołać u kobiet oziębłość.

4. Nadwaga. Kobiece pigułki tez zwiększają masę ciała przez zatrzymanie wody.

5. chyba najważniejsze zagrożenie męską pigułka- trądzik. Akurat kobieca pigułka wygładza cerę.

Punkt piąty "uroda" jako jedyny powód, by truć kobiety antykoncepcją, tak szkodliwą dla mężczyzn?

Faszerowanie kobiet trucizną, która dopiero za ileś lat okaże się prymitywnym świństwem. No tak, ale one połkną cokolwiek, by uchronić się od niechcianego macierzyństwa, za które czują się odpowiedzialne. Mężczyźni nie mają takiego wrodzonego instynktu, oni najwyżej mają nabyty obowiązek alimentacyjny." (s. 323)

Wreszcie należy dodać, że ta pisarka uważana za skandalistkę, jest również katoliczką. W opisywanej książce modli się, chodzi do kościoła i dzieli się swoim poglądem na temat aborcji:

"W gabinecie właśnie dekorowane są ściany. zdjęcia z jakąś paradontozą i fotki wyleczonych zębów. U ginekologa specjalizującego się w skrobankach też powinny wisieć zdjęcia: przed i po zabiegu" (s. 324)

Podsumowując, spotkałam się z opiniami, że w Polce czuć, że pisana jest na siłę, dla zarobku, od niechcenia. Według mnie ta powieść ma dużą wartość artystyczną. Czytanie jej było dla mnie ciekawym doświadczeniem i myślę, że pani Gretkowska miała osobistą potrzebę i przyjemność tworzenia jej.

PS. jako patriotka lokalna, czuję się miło zaskoczona wzmianką o "krzywym lesie" pod Gryfinem. Pochodze z tych terenów i nie wiedziałam, że Gretkowska widziała ten las w dziecinstwie.

czwartek, 20 sierpnia 2009
Czerwony rower, Antonina Kozłowska

"Historia dorastania i dziewczęcej przyjaźni - przyjaźni "na śmierć i życie", choć niełatwej, pełnej konfliktów i rywalizacji. Opowieść o kobietach z poplątanymi życiorysami i bliznami, jakie zostawiło życie. Prawdziwa, ale i bolesna. Poruszająca.

Karolina - córka ubeka, dziennikarka. Beata - wnuczka bogatych dziadków, żona biznesmena. Gośka - córka badylarza, dziś szczęśliwa żona i matka. Znają się od czwartej klasy podstawówki, razem dorastały. Przeszłość je naznaczyła i wciąż rzuca cień na ich dorosłe życie. Kiedy ich dawny sekret może wyjść na jaw, wracają wspomnienia... Łączy je przyjaźń. A może tylko tajemnica z przeszłości i poczucie winy?"

Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2009

Tę książkę w przeciwieństwie do poprzedniej pochłonęłam momentalnie.

Fakt, że język jest prosty, zrozumiały i nie trzeba się nad tymi zdaniami zbyt długo zastanawiać. Mimo to uważam tę książkę za abrdzo wartościową.

Czytanie jej to sama przyjemność, bo w licznych wspomnienaich i retrospekcjach autorka przenosi nas z 2008 roku do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Rewelacyjnie odmalowuje ona realia PRL-u, a więc czasy, o których uwielbiam czytać, o których chcę wiedzieć jak najwięcej, bo wiem, że był to bardzo specyficzny okres w dziejach Polski, bo ja przyszłam wtedy na świat, ale gdy zyskałam pełną świadomośc, to czasy te już się skończyły.

Bohaterki Czerwonego roweru przeżyły w PRL swoją młodość, koniec podstawówki, liceum.

Jest to historia czterech dziewcząt, które przyjaźnią się mimo dużych różnic charakteru, które przeżywają okres dojrzewania i wszystkie związane z nim perypetie, które poznają miłość (każda z nich zupełnie inaczej).

Zachęcam wszystkich do lektury i uprzedzam, że jest szalenie wciągająca. To jak dotąd moja najlepsza pozycja z listy wyzwaniowych lektur do kolorowego czytania.

poniedziałek, 29 czerwca 2009
Tabletki z krzyżykiem, Szymon Hołownia

Szymon Hołownia to młody zdolny człowiek. Wiele osób jest pod wrażeniem tak wielkiej wiedzy teologicznej i oczytania w tej dziedzinie u zwykłego dziennikarza, nie teologa.

Hołownia otrzymał nagrodę dziennikarską za "głęboką znajomość tematyki religijnej w połączeniu z doskonalą orientacją w świecie współczesnej kultury" oraz "stworzenie nowatorskiej na polskim gruncie formuy pisania o sprawach religijnych"

Trudno mi powiedzieć jakby czytało się tę książkę niekatolikowi, ale mnie z perspektywy katolika czytało się ją świetnie.

 Autor zadaje wiele pytań, tj.

- Czy niebo to wieczny orgazm"

- Czy szukanie kosmitów do grzech?

- Czy w niebie będzie prywatność?

- Który tom Harry'ego Pottera podyktował szatan?

- Czy gdy w radiu jest transmitowana msza, trzeba klękać przed odbiornikiem?

- Dlaczego Bóg dręczy ludzi, których kocha?

- Czym różni się dusza od karty SIM?

- Dokąd trafiają nieochrzczone dzieci?

Tym podobnych pytań jest w tej książce naprawdę wiele. Autor porusza kwestie problem Harry'ego Pottera, Dona Browna, śmierci klinicznej, końca świata, obecności aniołów i duchów na ziemi.Konkretnych odpowiedzi jest znacznie mniej, bo oczywiście Hołownia nie jest Bogiem, by je znać :) Zamiast nich pojawiają się szerokie omówienia tematu z punktu literatury fachowej, okraszone poczuciem humoru.

Jest to coś w stylu lekkiego podręcznika dla każdego, ale dla tych bardziej wymagających znajdą się również smakowite kąski. Dużo ciekawostek i anegdot, a nawet dowcipy o... Bogu.

Po lekturze owego podręcznika uciekają wszelkie lęki egzystencjalne i czuje się błogi spokój, przynajmniej na kilka dni :)

Jedyny minus według mnie to momentami bardzo zagmatwany styl. W niektórych momentach zastanawiałam się po prostu nad logiką zdania. Ale to naprawdę mały minus ;)

Jesli chodzi o cytaty, to spodobały mi się przytoczone słowa Clive'a Staplesa Lewisa:

" Kochaż- znaczy wystawiać się na zranienia. Spróbuj kochać cokolwiek, a serce twoje z całą pewnością narażone będzie na udrękę i niewykluczone, że zostanie nawet złamane. Jeżeli serce pragniesz zachować w stanie nienaruszonym, nigdy nim nikogo nie obdarzaj, nawet zwierzęcia (...)"

wtorek, 23 czerwca 2009
Czarownica z Radosnej, Zofia Staniszewska

"Między codzienną radością wychowywania dwójki dzieci, pracą szkolnej bibliotekarki i galopem na Eponie, Jagoda odkrywa uroki życia w Radosnej... Wraz z ekscentrycznym malarzem tropi gang, wsłuchuje się nocą w czarcią skałę, toczy z siostrą przezabawne dyskusje o wirtualnych romansach. W codziennej prozie życie znajdzie czas na chwilę magii i uwije wianek, który puści na wody Dziwożony w Noc Kupały, spojrzy w gwiazdy i być może rzuci kilka dobrych uroków... bez rozgrzeszenia... Wszak każda kobieta jest boginią, a każda bogini ma szczególną moc"

Red Horse, 2008

Autorka jest poetką i bajkopisarką, czego nie da sie ukryć w "Czarownicy..." będącej jej debiutem powieściowym.

Owa powieść poprzeplatana została baśniami, legendami, wierszykami opowiadanymi dzieciom przez matkę, lub przekazywanymi sobie przez "somsiadki" :) Każdy rozdział posiada wierszowany zagadkowy podtytuł. Jest to jeden wiersz , który "rośnie" z każym rozdziałem, tzn. co rozdział przybywa mu dodatkowy wers.

W ogóle aura powieści jest jakaś taka... baśniowa. Pojawiają się opisy głównej bohaterki Jagody na tle natury, która "czaruje" czas i przestrzeń.

Swoją drogą narratorem tych opisów jest jej córka Joasia, która ma zaledwie trzynaście lat. Jest to bardzo nienaturalne, gdyż język tej narracji jest zdecydownie odwrotnie proporcjonalny do takiej młodej osóbki, podaję przykład:

"W szarym jeziorze pod wieczór woda skrzy sie srebrzyście. labędzie otaczaja mamę stojąca po kolana w wodzie i wyjadają jej chleb z reki. Poruszaja delikatnie śnieżnobiałymi skrzydłami, a ich esowato wygięte szyje, zakończone ognistą kreską dzioba, kołyszą się w przedziwnym tańcu. W końcu psy płoszą królewskie ptaki, a one ulatują z metalicznym poszumem piór, wydając chrapliwe "kiarrr"

Opis piękny tylko tak mało adekwatny do wieku narratorki, podobnie jak ten:

"Moja mama urodzia się pod znakiem Luny. Srebrny Glob odgywa w porządku kosmicznym znacząca rolę. rozdziela wszechświat na dziedzinę konieczności i dziedzinę przypadku. W sferze Księżyca przebiega granica boskiego eteru i skażonego powietrza. Tam stykają się wieczny porządek, odzwierciedlający naturę Boga, i niepewność, implikującą rozpad i konflikt."

Oprócz Joasi jest jeszcze dwóch narratorów powieści: sama Jagoda i narrator trzecioosobowy..

Powieść zawiera mnóstwo przezabawnych dialogów, np. te przeprowadzane przez wiejską trójcę plotkar. Złote myśli Starej Ryśkowej na temat mężczyzn:

  • "Każdy jedyn chłop jes taki som! Ino jidno mu we głowie! Zawsze żem mówiła i powtarzam, bo to świnta prawda. Łoni wszyscy jednacy. Nic nie warci! (...)"
  • "Bez chłopa życie- co to za życie? Do niczego jako i dziurawy kapyć, co go ni mosz czym zaszyć."

Bawią też wypowiedzi "sztucznie inteligentnej" dyrektor Kopytko.

Akcja dzieje się we wsi Radosna i w okolicy, scenerię tworzą więć sielski krajobrazy, wśród nich stara chata Babuchy, pamiętająca pierwszą wojnę światową. Miejscem kilku scen jest też lokalne gimnazjum, w którym Jagoda pracuje jako bibliotekarka.

Jest to książka zabawna, a jednocześnie wyciszająca, promująca interakcje z żywą naturą, ze zwierzętami; pokazująca, że świat nei ejst taki oczywisty jak nam się zdaje, jest podszyty drugim dnem- magią dawnych wierzeń i mitologii, tym wszystkim, czego nasz ograniczony umysł nie potrafi wytłumaczyć.

Dodatkowym bonusem w tej powieści są trzy smakowite przepisy na ciasta ( na pewno wypróbuję) i jeden na muchomory w winie (tego raczej nie :)

Uważam, że warto sięgnąc po tę pozycję, ale raczej już do niej nie powrócę. Prędzej do trylogii Małgorzaty Kalicińskiej.

 

 

wtorek, 09 czerwca 2009
Dziewczyna z zapałkami, Anna Janko

Nietuzinkowa książka o emocjach, napisana pięknym językiem.

Młoda kobieta o wrażliwej poetyckiej duszy, Hanna, postanawia odłożyć swój talent na półkę i zagrać rolę matki, żony i kochanki, tzw. pani domu. Niestety od samego początku nie jest szczęśliwa w swoim małżeństwie. Nie znajduje z mężem porozumienia na żadnej płaszczyźnie. Teściowe również nastawieni są do niej negatywnie. Kobieta szuka na to ratunku w macierzyństwie, myśli, że ono nada sens jej życiu:

"Dziecko. Dziecko. Muszę mieć dziecko. Inaczej nigdy tu nie zamieszkam. Dziecko zbuduje mi dom, dziecko się mną zaopiekuje. Dziecko mi znajdzie przyjaciół. Oswoi dla mnie teściową i teścia. Będzie moje. Będzie Pawia. Będzie nasze. Będzie jak śliczna kokardka, która zwiąże nas i ozdobi..." (str. 55)

Okazuje się jednak, że dziecko, pierwsze i kolejne nie są dobrym lekarstwem na jej troski, są wręcz trucizną, przysparzają jej kolejnych obowiązków i dodatkowe powiązanie z mężem, który jest od niej tak inny, tak daleki duchowo. W konsekwencji Hanna staje się nieszczęśliwa. Zżera ją od wewnątrz proza życia:

"Rozpinam skórę na piersi, jak się rozpina koszulę, i mówię: Patrzcie, co mam pod spodem. Pod ubrankiem ciała. To dusza. Jak sinoczerwona chmura. Ach, jakie mnóstwo uczuć, wspomnień i marzeń, zwoje wątków logicznych (albo nie), kilometry zarejestrowanych zdarzeń, cała moja wewnętrzna filmoteka." (str. 34)

Hanna ucieka od swoich problemów w alkohol, ale największe ukojenie dają jej książki, te czytane w wolnej chwili i ta, którą pisze ona sama:

"Książki to nie są czyjeś rzeczy, to są świadectwa rozumu. Książki, które czytasz pozwalają zajrzeć ci do głowy i zobaczyć myśli, uczucia, intencje, potrzeby intelektualne. Jeśli coś czytasz namiętnie, to znaczy, że tym właśnie jesteś. Jesteś autorem swoich lektur i one zawsze Cię zdradzą!!!" (str 181)

Sytuacja z mężem jest beznadziejna i z czasem jej dramat tylko się pogłębia:

"Dwa metry wzrostu, duży fiut, ale głowa nieustawna i serce słabo oświetlone...

Śmiesz powtarzać mi, że wydaję twoje pieniądze?! Że utrzymujesz cały dom?!

Gdybym ci wystawiła rachunek, to nie byłbyś w stanie, nie tylko go spłacić, ale nawet pojąć tego bilansu!

Rachunek za ciąże donoszone i niedonoszone, za ciężkie porody, za choroby wynikłe z faktu bycia twoją kochanką oraz matką twoich dzieci; rachunek za rozkosz zbyt błahą i za kilka gwałtów; za samotność we dwoje, za banał straconych złudzeń i niespełnionych nadziei; gniew i twój krzyk; za odmowę współistnienia, za utratę miłości, za starość w środku życia...

Zostawię ci ten rachunek na stole w kuchni.

Już niedługo" (str 218)

Pod koniec powieści bohaterka nabiera więcej dystansu do życia. Dotychczasowe doświadczenia nasuwają jej dobrze rokujące na przyszłość wnioski.

"Świat, w którym żyje każdy człowiek, zależy przede wszystkim od sposobu, w jaki go pojmuje. To samo zdarzenie, które lotny umysł ujmuje interesująco i odbiera jako przygodę, dla umysłu płaskiego i banalnego będzie bezbarwną sceną z życia codziennego. Pierwszym i najważniejszym warunkiem szczęścia w naszym życiu jest to, czym  j e s t e ś m y , nasza osobowość." (str 199-200)

Nie jest to tylko płytka opowiastka o perypetiach kury domowej. Autorka zawarła w tej powieści dużo wątków filozoficznych, w tym swoje śmiałe poglądy na temat Boga i własną teorię teogoniczną. Całość upiększona jest pięknym językiem, skłonnym do nowatorskich tworów, takich jak np. "rozkoszmar".

"Już nie mogę rozkoszy... Już mi się nie chce. To jakiś rozkoszmar jest. Obrzucanie tortem- oto co mi się przypomina (...) jest bardzo śmiesznie, ale nikt już nie ma apetytu..." (str. 55)

Są tu też niesamowite opisy przyrody:

"(...) Wiatr to przypadał do zrudziałych, poskręcanych jak zardzewiałe sprężyny traw, to nasłuchiwał pośród nieczynnych pni i pustych koron drzew, alb się ocierał o nabrzmiałe, szare łona chmur, które po tej pieszczocie rodziły zimny deszcz pomieszany z gradem." (str. 12)

Ta książka o nas kobietach jest niebywałą ucztą czytelniczą nie tylko dla tych, którym w małżeństwie się nie układa. Każda z nas na pewno znajdzie w Hannie coś z siebie. Bo każdej z nas niedaleko jest do baśniowej dziewczynki z zapałkami. My kobiety tak jak Hanna uwielbiamy czuć, analizować, roztrząsać i przeżywać, ale przede wszystkim marzyć.

 

 

sobota, 16 maja 2009
Trylogia mazurska, Małgorzata Kalicińska

Wspaniałe książki o nas kobietach = matkach = wiedźmach = czarodziejkach.

Trylogia mazurska przenosi nas do sielskiej krainy mlekiem i miodem płynącej. Jest to piękna wieś, gdzie ludzie żyją blisko natury, uprawiają ogródek, robią przetwory, przyjmują letników,  którymi żyją w przyjaznej komitywie, przeżywają miłość i rozczarowanie, a poza tym jak każdy mają swoje radości i troski, z naciskiem na troski.

Czytając te książki myślami cały czas byłam u mojej babci, która mieszka w malutkiej wiosce nad jeziorem. Dosłownie zrobiłam sobie w myślach z tej wioski scenerię do mazurskiej trylogii. Przechadzałam się po babcinym ogródku, próbowałam jej konfitur, opalałam się na jej podwórku.

Naprawdę ciepła i sentymentalna lektura, zabarwiona ogromną dawką humoru i optymizmu. Mówi o tym, że, nigdy nie wolno się poddawać, trzeba brać los we własne ręce, spełniać marzenia, śmiałoroczyć do przodu w poszukiwaniu własnej ścieżki życia.

Nie "podam dalej" tych książek. Zostaną na mojej półce, bo na pewno do nich powrócę.

 

poniedziałek, 11 maja 2009
Kuźnia na rozdrożu, Ewa Siarkiewicz

 

 

Świetna książka. Należy do tych lekkich łatwych i przyjemnych. W sam raz np. na opalanie w ogódku.

Ustalmy od razu, że lekka nie znaczy zła, zwłaszcza gdy taka właśnie była koncepcja autorki.

Czyta się bardzo dobrze.

Na początku w czterech odsłonach dowiadujemy się o katastrofie samolotu.

Potem akcja się cofa nieco wstecz i poznajem wyderzanie ją poprzedzające.

Główna bohaterka jest "męczennicą" w swoim małżeństwie. Od lat nie jest szczęśliwa, ale myśli, że tak trzeba i brnie w to dalej. Jaki by mąż nie byl, to dobrze, że w ogóle jest i chwała mu za to. No bo przecież najważniejsze jest to, że ją nie bije. Zupelnie tak jakby uważała, że kobieta jest zerem i musi znaleźć sobie jakiegoś mężczyznę - cyfrę która stanie przed nią i nada temu zeru wartość (jest to akurat przykład z "Marty" Elizy Orzeszkowej, ale pasuje jak znalazł.

Tak więc Adela beztrosko poddaje się pradowi rzeki. Robi wszystko, "co wypada", nawet kolację dla teściów co piątek, mimo, że ich nie znosi i wolałaby pójść na imprezę. Do akcji wkracza tarot, wróżka, magia i hmm... przystojny masażysta, do którego bohateka ma przyjemność chodzić co tydzień. Też bym tak chciała ;)

Aktualnie czytam
Czeka w kolejce