czytam, przeczytałam i będę czytać, czyli moje upodobania czytelnicze
środa, 17 czerwca 2009
W kleszczach lęku, Henry James

(...) "The Turn of the Screw" jest opowieścią pełną napięcia i niewypowiedzianego czaru. Akcja rozgrywa się na głuchej prowincji w starym, typowo wiktoriańskim dworze położonym wśród rozległego parku, w atmosferze ciszy, spokoju i kulturalnego dobrobytu. Ale pod powłoką normalnej scenerii, wśród ludzi zupełnie zwyczajnych kryje się jakaś straszna zagadka. Opowieść pisana w pierwszej osobie jako narracja guwernantki wciąga czytelnika, lecz nie wiadomo właściwie w co. Stopniowo dopiero wyłania się pewien obraz, pewna koncepcja, chociaż niepewność w rozróżnianiu realiów ciągnie się do samego końca i ona to stanowi w zasadzie główne źródło lęku. Lęk i niepewność są tutaj głównym motywem, sam strach jednak przeradza się raczej w wątpliwości natury moralnej. Iluzja splata się z rzeczywistością, a duchy nabierają cech symbolicznych, przeobrażają się w jakieś demony zła, które zdążają do całkowitego zawładnięcia duszami chłopca i dziewczynki, głównych bohaterów powieści.

Opowieść toczy się w atmosferze nie tyle faktów, co raczej możliwości i niedopowiedzeń, trzyma wciąż czytelnika w napięciu i pod urokiem niesamowitych iluzji. (...)

Opowieść niezwykła i niezwykle opowiedziana - w pełni zasługująca na zainteresowanie, z jakim się ją przyjmuje i z jakim się ją czyta*.

---
* Witold Pospieszała, "Od tłumacza", w: Henry James, "W kleszczach lęku", tłum. Witold Pospieszała, Wydawnictwo Poznańskie, 1959, str. 7.
__________________________________________________________________________________________________

To książka ma ponad sto lat, a jej narracja jest taka, jakby była napisana wczoraj.

Czyta się ją znakomicie i lekko.

Wciąga, bo jest swego rodzaju gotyckim horrorem.

Henry James należy do klasyki literatury amerykańskiej, więc to  mówi samo przez się, że warto sięgnąć po tę lekturę, bo "coś w sobie musi mieć".

Książka trzyma w napięciu do samego końca.

Poza tym przepiękna sceneria zamglonego wielkiego dworu gdzieś na prowincji, młoda guwernantka i tajemnicze dzieci.

Bardzo mi ta powieść przypomina film z Nicole Kidman "Inni".

Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to polecam...

poniedziałek, 15 czerwca 2009
Sto dni po ślubie, Emily Giffin

Najnowsza powieść Emily Giffin. Według mnie o  wiele lepsza niż Coś pożyczonego. O wiele bardziej wciągnęłam się w akcję, o wiele bardziej ciekawa byłam zakończenia i czytałam ją też o wiele szybciej :)

Główna bohaterka Ellen rozdarta jest pomiędzy miłością do świeżo poślubionego męża Andy'ego a przypadkowo spotkanego po latach byłego chłopaka Leo.

Andy jest bogatym prawnikiem, pochodzącym z dobrej rodziny w Atlancie. Rodzina ta jest dla Ellen błogosławieństwem, gdyż daje jej poczucie tożsamości i bezpieczenstwa, którego jej brakowało (jej matka młodo umarła, a ojciec założył nową rodzinę).

Ale jest to dla Ellen również przekleństwo, ponieważ trudno jej odnaleść się w nowym środowisku. Jest to przykładna rodzina zamieszkająca przedmieście, z mężczyznami grającymi w golfa i kobietami, które rezygnują z życia zawodowego, by wychowywac dzieci i opiekowac się domem. Życie tam wiąże się jednak również z podporządkowaniem życzliwej, wszystko wiedzacej najlepiej teściowej, oraz z bywaniem na nudnych snobistycznych przyjęciach, podczas gdy Ellen kocha Nowy York, miasto, ruch i swoją prace fotografa.

Drugi mężczyzna- Leo-  jest nieprzewidywalnym, nie dającym wbić się w płaszcz konwenansu dziennikarzem, jest zupenie inny. Ellen nie dzieli tych dwóch miłości na lepszą i gorszą, tylko na dwie różne, nie dające sie porównywać. To z Leo główna bohaterka przeżyła wielką namietność i pasję, ból i ropacz, był to związek, jak sama mówi: "intensywny".

Nie będe zdradzać jak ów kobieta odnajduje się w tym rozdarciu uczuciowym i jaką drogę wybiera, bo po takiej recenzji nikomu już nie chciałoby się czytać tej powieści :)

Zakończę więc cytatem:

"(...) Miłość to suma wyborów, siła zaangażowania, więzi, które trzymają nas razem" (str. 369)

i piosenką, o której Ellen mówi:

"Jest to jedna z moich ulubionych piosenek, która w zalezności od tego, czy mam nastrój wesoły, czy smutny, sprawia, że czuję się albo bardzo wesoła, albo bardzo smutna. W te chwili czuję jedno i drugie, i wsłuchując się w slowa piosenki, dumam nad tym, jak bliskie sobie są te dwa uczucia" (str 321)



niedziela, 14 czerwca 2009
Stosik biblioteczny 2

  • Emily Giffin, Sto dni po ślubie
  • Emily Giffin, Coś niebieskiego
  • Zofia Staniszewska, Czarownica z Radosnej
  • Johanna Nilsson, Sztuka bycia Elą
wtorek, 09 czerwca 2009
Dziewczyna z zapałkami, Anna Janko

Nietuzinkowa książka o emocjach, napisana pięknym językiem.

Młoda kobieta o wrażliwej poetyckiej duszy, Hanna, postanawia odłożyć swój talent na półkę i zagrać rolę matki, żony i kochanki, tzw. pani domu. Niestety od samego początku nie jest szczęśliwa w swoim małżeństwie. Nie znajduje z mężem porozumienia na żadnej płaszczyźnie. Teściowe również nastawieni są do niej negatywnie. Kobieta szuka na to ratunku w macierzyństwie, myśli, że ono nada sens jej życiu:

"Dziecko. Dziecko. Muszę mieć dziecko. Inaczej nigdy tu nie zamieszkam. Dziecko zbuduje mi dom, dziecko się mną zaopiekuje. Dziecko mi znajdzie przyjaciół. Oswoi dla mnie teściową i teścia. Będzie moje. Będzie Pawia. Będzie nasze. Będzie jak śliczna kokardka, która zwiąże nas i ozdobi..." (str. 55)

Okazuje się jednak, że dziecko, pierwsze i kolejne nie są dobrym lekarstwem na jej troski, są wręcz trucizną, przysparzają jej kolejnych obowiązków i dodatkowe powiązanie z mężem, który jest od niej tak inny, tak daleki duchowo. W konsekwencji Hanna staje się nieszczęśliwa. Zżera ją od wewnątrz proza życia:

"Rozpinam skórę na piersi, jak się rozpina koszulę, i mówię: Patrzcie, co mam pod spodem. Pod ubrankiem ciała. To dusza. Jak sinoczerwona chmura. Ach, jakie mnóstwo uczuć, wspomnień i marzeń, zwoje wątków logicznych (albo nie), kilometry zarejestrowanych zdarzeń, cała moja wewnętrzna filmoteka." (str. 34)

Hanna ucieka od swoich problemów w alkohol, ale największe ukojenie dają jej książki, te czytane w wolnej chwili i ta, którą pisze ona sama:

"Książki to nie są czyjeś rzeczy, to są świadectwa rozumu. Książki, które czytasz pozwalają zajrzeć ci do głowy i zobaczyć myśli, uczucia, intencje, potrzeby intelektualne. Jeśli coś czytasz namiętnie, to znaczy, że tym właśnie jesteś. Jesteś autorem swoich lektur i one zawsze Cię zdradzą!!!" (str 181)

Sytuacja z mężem jest beznadziejna i z czasem jej dramat tylko się pogłębia:

"Dwa metry wzrostu, duży fiut, ale głowa nieustawna i serce słabo oświetlone...

Śmiesz powtarzać mi, że wydaję twoje pieniądze?! Że utrzymujesz cały dom?!

Gdybym ci wystawiła rachunek, to nie byłbyś w stanie, nie tylko go spłacić, ale nawet pojąć tego bilansu!

Rachunek za ciąże donoszone i niedonoszone, za ciężkie porody, za choroby wynikłe z faktu bycia twoją kochanką oraz matką twoich dzieci; rachunek za rozkosz zbyt błahą i za kilka gwałtów; za samotność we dwoje, za banał straconych złudzeń i niespełnionych nadziei; gniew i twój krzyk; za odmowę współistnienia, za utratę miłości, za starość w środku życia...

Zostawię ci ten rachunek na stole w kuchni.

Już niedługo" (str 218)

Pod koniec powieści bohaterka nabiera więcej dystansu do życia. Dotychczasowe doświadczenia nasuwają jej dobrze rokujące na przyszłość wnioski.

"Świat, w którym żyje każdy człowiek, zależy przede wszystkim od sposobu, w jaki go pojmuje. To samo zdarzenie, które lotny umysł ujmuje interesująco i odbiera jako przygodę, dla umysłu płaskiego i banalnego będzie bezbarwną sceną z życia codziennego. Pierwszym i najważniejszym warunkiem szczęścia w naszym życiu jest to, czym  j e s t e ś m y , nasza osobowość." (str 199-200)

Nie jest to tylko płytka opowiastka o perypetiach kury domowej. Autorka zawarła w tej powieści dużo wątków filozoficznych, w tym swoje śmiałe poglądy na temat Boga i własną teorię teogoniczną. Całość upiększona jest pięknym językiem, skłonnym do nowatorskich tworów, takich jak np. "rozkoszmar".

"Już nie mogę rozkoszy... Już mi się nie chce. To jakiś rozkoszmar jest. Obrzucanie tortem- oto co mi się przypomina (...) jest bardzo śmiesznie, ale nikt już nie ma apetytu..." (str. 55)

Są tu też niesamowite opisy przyrody:

"(...) Wiatr to przypadał do zrudziałych, poskręcanych jak zardzewiałe sprężyny traw, to nasłuchiwał pośród nieczynnych pni i pustych koron drzew, alb się ocierał o nabrzmiałe, szare łona chmur, które po tej pieszczocie rodziły zimny deszcz pomieszany z gradem." (str. 12)

Ta książka o nas kobietach jest niebywałą ucztą czytelniczą nie tylko dla tych, którym w małżeństwie się nie układa. Każda z nas na pewno znajdzie w Hannie coś z siebie. Bo każdej z nas niedaleko jest do baśniowej dziewczynki z zapałkami. My kobiety tak jak Hanna uwielbiamy czuć, analizować, roztrząsać i przeżywać, ale przede wszystkim marzyć.

 

 

czwartek, 04 czerwca 2009
Coś pożyczonego, Emily Giffin

 

NOTA WYDAWCY: "Co myślicie o dziewczynie, która idzie do łóżka z narzeczonym najlepszej przyjaciółki?
Czy granica między tym, co dobre i złe, naprawdę jest wyraźna?

Rachel uważa się za racjonalistkę, która w każdej sytuacji postępuje właściwie. W przeciwieństwie do jej przebojowej przyjaciółki Darcy, nie zawsze lojalnej. Jedna noc sprawia, że role się odwracają. Po przyjęciu z okazji swoich trzydziestych urodzin Rachel budzi się u boku narzeczonego Darcy. Początkowo chce jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie, ale zakochuje się i brnie w kłopoty. Tymczasem data ślubu Darcy i Deksa jest coraz bliższa...
Co wybierze Rachel: miłość czy przyjaźń?
"Coś pożyczonego" udowadnia, że nic nie jest czarno-białe i zawsze trzeba uważnie wysłuchać obu stron. A co na temat podwójnej zdrady ma do powiedzenia Darcy? Już wkrótce poznacie tę samą historię opowiedzianą z jej punktu widzenia. "

Nic mnie tu nie zaskoczyło, nic nie zszokowało. Jest to dokładnie taka powieść jak wyczytałam w recenzjach blogowych koleżanek. Prosty język i opis wydarzeń dziejących się w amerykańskiej rzeczywistości, który nie pozostawia po sobie zbyt wiele.

Czytając bawimy się dobrze, ale płytko, może nawet wciągamy się w te 400 stron, ale chciałoby się czegoś więcej...

Najbardzej irytujący jest fakt, że akcja toczy się dość mozolnie, a przez ostatnie 40 stron wszystko nagle się wyjasnia i sprawy nabierają tempa.

Mimo to sięgnę po inne powieści autorki, nie dla uczty intelektualnej, a dla relaksu.

A to ulubiona piosenka głównych bohaterów- Rachel i Dextera:

poniedziałek, 01 czerwca 2009
Stosik biblioteczny

 

Ostatnio nie najlepiej stoimy finansowo, a ja mam tendencję do obsesyjnego kupowania książek.

Tak więc w ramach globalnego kryzysu ekonomicznego odkryłam niedaleko nas bibliotekę.

Nie jest tak łatwo się tam dostać, gdyż prowadzi do niej milion schodów, a ja nie chadzam tam sama, tylko z piętnastomiesięczną córeczką i jej spacerówką. Żeby chociaż można było "zaparkować" gdzies na dole, ale nie, żadnych ułatwień!!! Czego molik książkowy nie zrobi dla zdobyczy??? :)))

Za to na szczycie- cuuuuda!!!! mnóstwo nowości z mojego koszyka w merlinie i mnóstwo staroci, które od dawna mam na liście "do przeczytania".

W ogóle cuda techniki są wspaniałe. System komputerowy sprawia, że w domu  wpisuję w wyszukiwarce interesujące mnie pozycje i wypożyczam je online, a potem tylko po nie idę, a one na mnie czekają.

Jak chcę wypożyczyć coś, co jest w obiegu, to rezerwuję to online i dostaję maila, żeby odebrać :) Świetna sprawa.

Zachwycam się tak, bo skończyłam studia polonistyczne zaledwie 3 lata temu i wtedy takich cudów w Szczecinie nie było. Trzeba było odwiedzać codziennie kilka bibiotek, szukać w katalogach, zamawiać, potem odbierać, przedłużać, wszystko osobiście. Masakra.

Ale ciocia też polonistka pocieszała mnie, że gdy ona studiowała, to nie było ksero i trzeba było robic notatki z artykułów na kalce, by się dzielic z koleżankami. A więc nie narzekam :)))

 


 

A teraz do rzeczy:

Przytachałam z biblioteki zilustrowany powyżej stosik i zajęłam się nim, tak więc w odstawkę poszła "Obca" Diany Gabaldon, bo jest moja własna. Przeczytałam pierwszy tom, ale recenzję zamieszczę jak przeczytam drugi.

W stosiku:

  • Emily Giffin Coś pożyczonego
  • Noah Gordon Medicus
  • Noah Gordon Medicus z Saragossy
  • Anna Janko Dziewczyna z zapałkami
wtorek, 26 maja 2009
Biała Czarownica, Ilona Maria Hilliges

Ta książka to kwintesencja tego, co lubię, czyli:
  • wartka akcja
  • egzotyczna kultura (Nigeria, o której jak dotąd nic nie wiedziałam)
  • magia
Młoda naiwna kobieta zostaje omotana "miłością" Nigeryjczyka. Decyduje się mu zaufać wbrew wątpliwościom jej rodziny. Wychodzi za mąż za ów ocokrajowca Konsekwencje jak się domyślacie będą opłakane.
Odważna kobieta wyrusza wraz z ojcem do nieznanego kraju odzyskać pieniądze. Tam czeka ich mnóstwo przygód. Poznają ciekawe miejsca i ludzi o specyficznej mentalności.
Ilona zostaje w Afryce na dłużej niż się spodziewała, staje się tam europejską bizneswoman i przeżywa zadziwiające historie.

czwartek, 21 maja 2009
Kwiat Śniegu, Lisa See

 

"Opowieść o dwóch dziewczętach, a potem żonach i matkach, żyjących w kraju, gdzie świętuje się tylko narodziny chłopca i wszystko jest podporządkowane mężczyznom, snuje osiemdziesięcioletnia Lilia. W dzieciństwie została połączona więzami laotong - dozgonną przyjaźnią - z Kwiatem Śniegu, urodzoną tego samego dnia i o tej samej godzinie. W tym samym czasie skrępowano im stopy, by mogły znaleźć lepszego męża. Przez lata będą sobie przesyłać tytułowy "sekretny wachlarz", zapisując na nim przełomowe chwile swego życia i rzadkie momenty szczęścia. Ich losy, wyznaczone przez chińskie zwyczaje, potoczą się odmiennie... Pasjonująca historia, pełna przygód, tajemnic i dziejowych burz, jest także frapującą lekcją wschodnich tradycji, opisanych przez autorkę tak, jakby sama żyła w osobliwym świecie swoich bohaterek."

"Kwiat śniegu" to książka, z której dowiecie się dużo o życiu, kulturze i obyczajach w dawnych Chinach.

Dowiecie się też o losie kobiet, o wielkiej przyjaźni, która stawia ich sytuację społeczną w lepszym świetle, która pozwala wiele przetrwać...

Niektóre fragmenty są bardzo realistyczne i dośc drastyczne np. opisy krępowania nóg dziewczętom: bandażowanie, łamanie się kości, ropa itp... Trudno mi było przez to przebrnąć.

Zdarza nam się w powieści Lisy See "wysłuchiwać" długich historyjek zanotowanych gdzieś pismem nu shu, które kobiety czytają sobie ukradkiem. Przyznam się otwarcie, że czasami opuszczałam te poetyckie fragmenty, bo byłam ciekawa dalszych wydarzeń.

Moja ocena jest pozytywna, tak mniej więcej 4/6

Zabawny za to wydał mi się obrzęd ślubny, a szczególnie sam akt zaślubin, ale nie będę moze tego przytaczać, by nie psuć niespodzianki, sami przeczytajcie :)

poniedziałek, 18 maja 2009
P.S. Kocham Cię, Cecelia Ahern
 
 Jest to książka, przy której będziecie śmiać sie i płakać; książka, która wywołuję w nas prawdziwe emocje. Trzydziestoletnia Holly traci męża i próbuje przywyknąć do nowej sytuacji. Jak się domyślacie nie jest to łatwe. Bardzo trudno jest rozstać się  z kimś z kim dzieliło się życie. Holly nie dopuszcza do siebie myśli, że Gerry odszedł i w pewnym sensie ma rację, bo on jest z nią nadal poprzez listy. Tuż przed śmiercią napisal serię listów, na każdy miesiąc jeden, postarał się by Holly je otrzymała w odpowiednim momencie. Za pomoca tych listów Gerry powoli odchodzi z jej życia, jest to forma pożegnania.
Powieść bardzo ciepła i wzruszająca. Świetna narracja pozwala nam czytać o poważanych sprawach bez zbędnej nostalgii, a czasem nawet z nutką dowcipu.
Gorąco polecam również tym, którzy zniechęceni ekranizacją nie sięgają po powieść. Zapewniam, że film i książka bardzo różnią się w fabule, z korzyścia dla tej drugiej.
sobota, 16 maja 2009
Trylogia mazurska, Małgorzata Kalicińska

Wspaniałe książki o nas kobietach = matkach = wiedźmach = czarodziejkach.

Trylogia mazurska przenosi nas do sielskiej krainy mlekiem i miodem płynącej. Jest to piękna wieś, gdzie ludzie żyją blisko natury, uprawiają ogródek, robią przetwory, przyjmują letników,  którymi żyją w przyjaznej komitywie, przeżywają miłość i rozczarowanie, a poza tym jak każdy mają swoje radości i troski, z naciskiem na troski.

Czytając te książki myślami cały czas byłam u mojej babci, która mieszka w malutkiej wiosce nad jeziorem. Dosłownie zrobiłam sobie w myślach z tej wioski scenerię do mazurskiej trylogii. Przechadzałam się po babcinym ogródku, próbowałam jej konfitur, opalałam się na jej podwórku.

Naprawdę ciepła i sentymentalna lektura, zabarwiona ogromną dawką humoru i optymizmu. Mówi o tym, że, nigdy nie wolno się poddawać, trzeba brać los we własne ręce, spełniać marzenia, śmiałoroczyć do przodu w poszukiwaniu własnej ścieżki życia.

Nie "podam dalej" tych książek. Zostaną na mojej półce, bo na pewno do nich powrócę.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Aktualnie czytam
Czeka w kolejce